od kilkunastu lat rodzi. ale obcując z nią odnosi się wrażenie, iż jej ciało komuś służy do wydawania dzieci na świat, jest w cały proces posłusznie zaangażowana ale mamy tutaj do czynienia z użyczeniem. widać ją z zawsze przylepionym do boku, kolejnym brzdącem (niektóre urosły i się już odczepiły) beztroskim balastem ciągnącym ją uparcie ku ziemi. zresztą w jakiej innej roli/pracy dałaby sobie radę? nie można zadać pytania wprost bo nikomu nie patrzy w oczy. obecna? nie, bywa