Znajomy opowiadał mi historyjkę o swoim kocie. Dodać należy, iż kot ów to było stworzenie szczególnie nadąsane i zagapione chyba w inny wymiar. Coś mniej więcej jak niektóre dzieci w kontakcie z komputerem - kot miał właśnie taki do otoczenia stosunek - patrzył przez człowieka, w jakiś tylko dla niego widoczny punkt. Więc to nieobecne monstrum pewnego razu postąpiło tak: do chłopców (znajomy ma brata) w ich wczesnym dzieciństwie przychodziła babcia - w celu ich odprowadzenia do przedszkola. Tego dnia, jak zwykle ostrożnie, otworzyła drzwi własnym kluczem, aby nikogo przed przygotowaniem śniadania nie obudzić. Wtem na jej nieświadome zagrożenia plecy, wprost z wieszaka, spadł wielki, włochaty ciężar. Kobieta podniosła wrzask. Na co domownicy, w liczbie dwóch mocno nieletnich, wbiegli wyrwani ze snu do przedpokoju, gdzie długo przecierali oczy, widząc tańczącą z kotem na plecach babunię.