miłość z podręcznika ale nie tego od liczb pierwszych, bo wcale nie naciągana. on kulawy pijak-jakby-poeta, z dożywotnią rentą i mnóstwem wolnego czasu, wtopiony w krajobraz dzielnicy o naprawdę złej sławie (co nie przeszkadza w budowaniu tam hotelu z 4 gwiazdkami), ona subtelna, śliczna, wysoka, z dumą wypowiadająca: mąż i Tobiasz (mały, jeszcze w wózku, ciemnooki, śmiertelnie poważny syn). pod rękę do biblioteki. on słoneczne okulary we wnętrzach (przeciągające się nieporozumienia z sąsiadami), ona właśnie straciłą pracę (chwilowo i na chwilę ją ma zazwyczaj). on rozrzuca ulotki z wydrukowanymi wierszami (żal do matki, kobiety, znaczy kobieta, kalectwo, problemy bytowe, ogólnie egzystencjalne), ona strannie wykonuje makijaż i trzyma głowę prosto, uprzedzając lekceważenie, z jakim się na co dzień spotyka, jako jego żona, rozczarowująca córka, oraz, kolejna bezrobotna pani pedagog. nie chcą regionalnej wojny z użyciem broni nuklearnej